Mój debiut

mój debiut
W programie „Mój debiut” może wziąć udział każdy, kto uważa, że ma coś interesującego do przekazania innym, i chciałby, aby zostało to uwiecznione w formie książki wydanej tradycyjnie lub w formie e-booka.

Kariera w toku

kariera w toku
W programie „Kariera w toku” może wziąć udział każdy, kto już coś wcześniej opublikował i zamierza kontynuować swoją twórczość pisarską, każdy, kto słyszał o nas i chciałby skorzystać z pomocy naszego wydawnictwa.

Ocalić od zapomnienia

ocalić od zapomnienia
Program „Ocalić od zapomnienia” skierowany jest do każdego, kto chciałby upamiętnić w sposób szczególny najpiękniejsze chwile swojego życia, życia bliskich, przyjaciół, znajomych, życia firmy, z którą jest związany.
Wywiad z Agatą Strzałką

Wywiad z Agatą Strzałką

Moje pisanie sprawia innym przyjemność… Z „Wydaj z nami” rozmawia Agata Strzałka, autorka książki „Jeszcze nie zwariowałam{Chyba}”, opublikowanej przez wydawnictwo Borgis.

1. Kiedy zdecydowała się Pani na napisanie książki? To była łatwa decyzja, a może borykała się Pani z wątpliwościami? Skąd przyszła motywacja?

Agata StrzałkaO karierze pisarki marzyłam od dzieciństwa. Wcześniej jednak brakowało mi wiary we własne siły. Zaczęło się całkiem niewinnie. Otworzyłam swoje konto na Facebooku i dołączyłam do jednej z grup opiekunek. Tam okazało się, że jest mnóstwo kobiet, przeżywających dokładnie to samo, co ja. Jesteśmy dla siebie wzajemnie wielkim wsparciem. Dla osób spoza branży, nasze problemy wydają się błahe i nierealne. Tęsknota, samotność, bezradność sprawiają, że bywamy tam, w dalekim kraju, bardzo zagubione. Zdaję sobie sprawę z faktu, że wiele osób teraz zarzuci nam, iż uciekamy się do wirtualnych znajomości. Być może coś w tym jest, ale charakter pracy, którą wykonujemy, sprawia, że jest to dla nas jedyna możliwość. Ponadto właśnie dzięki przynależności do grup odnajdujemy się w Niemczech i w Polsce.

2. Jak to wszystko się zaczęło?

Zaczęło się od krótkich felietonów. Opowiadałam w grupie na Facebooku o swoich przygodach. Z dnia na dzień coraz więcej osób czytało moje posty. Zbierałam coraz więcej pochwał. To moje skromne pisanie sprawiało, że choć na moment czytelnicy mogli się oderwać od codziennego kieratu. Moje nazwisko w kilku grupach opiekunek i opiekunów zaczynało być rozpoznawalne. Zdarzało się, że nie miałam czasu pisać. Dostawałam wtedy wiadomości na priv: „Gdzie jesteś Strzałeczko?”, „Dlaczego nie piszesz?”. Zdałam sobie wtedy sprawę z faktu, że moje pisanie sprawia innym przyjemność. Coraz częściej moi czytelnicy zaczęli sugerować, bym swoje opowieści wydała w druku. I tak zaczęła się moja walka o książkę.

3. Jak wygląda sytuacja Polaków w Niemczech? To bogaty kraj, a my słyniemy z tego, że jesteśmy pracowici. Czy wciąż Niemcy są miejscem, w którym można zrobić karierę, zdobyć majątek? Emigracja wciąż jest trudną decyzją…

Jako opiekunka należę do szczególnej grupy emigrantów. My wyjeżdżamy tylko na terminowe kontrakty. Wracamy potem do kraju i tutaj wydajemy ciężko zarobione pieniądze. Nie uważam się więc za emigrantkę, lecz : pracownika oddelegowanego za granicę. Zawsze przecież wracam i w Polsce mam swój dom. Przyznam jednak, że w mojej historii (opowiem o tym w kolejnych częściach opowieści) próbowałam osiedlić się w Niemczech na stałe. Efekt był marny. Zamierzałam ukończyć kurs opiekunek i poszukać pracy w niemieckim domu opieki. Wydawało mi się wtedy, że po przepracowaniu kilku lat wypracuję sobie tam skromną emeryturę. Niestety, gdy przekonałam się, jakie są realia, szybko wycofałam się z tego pomysłu.

4. Dlaczego?

Pracując tam, opłacając mieszkanie, media, skazałabym się na bardzo skromne życie. Być może, gdybym była młodsza?… Zrozumiałam, że jednak moje miejsce jest w Polsce. Wyjeżdżając jako opiekunka, mam świadomość, że po skończonym kontrakcie zawsze wrócę do swoich. Pracując tam, nie wydaję zarobionych pieniędzy. Mam przecież zapewnione utrzymanie. W Polsce euro nadal dość wysoko stoi i moje zarobki są nieporównywalnie wyższe od stawek w kraju. Dlatego, gdy wracam, mogę pozwolić sobie na godne życie. Trudno mi wypowiadać się za inne grupy zawodowe, ale jedno wiem na pewno: w zachodnich krajach jest wielkie zapotrzebowanie na opiekunki i opiekunów. Jeśli ma się dobre referencje, jeśli jako tako znamy język, bez problemu możemy znaleźć pracę. Polki są tam bardzo cenione. Ośmielę się powiedzieć, że nie politycy, gwiazdy, osoby z pierwszych stron gazet, ale właśnie my – opiekunki wpływamy na poprawę wizerunku naszych rodaków w Niemczech, Luksemburgu, Szwajcarii, Austrii…

5. Pani książka to m. in. wspomnienia z pracy z osobami starszymi w Niemczech. Jak wygląda opieka nad seniorami? Czym różni się od polskiej?

Wszystkie nacje dotykają te same choroby. Demencja, cukrzyca, parkinson objawiają się identycznie u Niemca i u Polaka. Przyznam, że często myślę o naszych polskich seniorach. To bardzo boli, ale nikt tutaj nie pochyla się nad starością. Pomoc państwa jest znikoma. Od niedawna zaczął o tym głośno mówić Jurek Owsiak. Nasze społeczeństwo starzeje się i należy poświęcić nieco uwagi emerytom. Tymczasem ten temat jest spychany na margines. Nie chcę politykować, ale uważam, że najwyższy czas, aby decydenci poważnie zajęli się tym problemem. Wszak wszyscy kiedyś będziemy emerytami. Niestety, od zachodnich państw w tym zakresie dzielą nas lata świetlne. Tam obywatele mogą liczyć na konkretną pomoc. U nas, jak jest wszyscy wiedzą… Moim marzeniem jest, by na starość mieć taką opiekunkę, jaką sama teraz jestem. Niestety, zdaję sobie sprawę z faktu, że nas Polaków długo na takie luksusy nie będzie stać.

6. Pani książka to zbiór dowcipnych, oryginalnych, napisanych z lekkością i polotem dialogów. Kiedy odkryła Pani w sobie talent do pisania? Dzieciństwo, młodość? Czy to za sprawą przeczytanych książek, a może kogoś, kto Panią zainspirował?

Swój pierwszy wierszyk napisałam, gdy miałam osiem lat… Pamiętam go do dzisiaj. Potem były piękne wiersze miłosne, opowiadania, scenariusze przedstawień szkolnych. Pewnie narażę się teraz na krytykę, ale przyznam, że w liceum tworzyłam po kilka wypracowań na jeden temat. Wspierałam swoim pisaniem przyjaciół, którym odrabianie zadań z języka polskiego sprawiało trudności. Nigdy nie myślałam, że mam talent. Po prostu piszę, co myślę i już. Jeśli się podoba – szczęśliwa jestem. Nigdy nie próbowałam naśladować innego autora. Bardzo lubię czytać. Mam swoich idolów, ale staram się tworzyć swój własny styl. Przyznam jednak, że dużo trudniej mi opisywać sytuacje zabawne niż poważne. Trzeba wielkiego wyczucia, by nie przesadzić. Mam spory dystans do siebie i potrafię śmiać się z własnych słabości. Nie tylko pisząc, mam duże poczucie humoru. Osoby, które mnie znają osobiście wiedzą, że bywam nieobliczalna… Taka karma?

7. Jak wyglądała współpraca z „Wydaj z nami”? Co udało się dzięki nam zrobić szybciej, prościej, skuteczniej? Czy jest to istotne wsparcie dla autora, poszukującego odpowiedzi na najważniejsze pytania związane z tym, jak wydać i jak wydrukować książkę?

Gdy już miałam gotowy tekst swojej powieści, zaczęłam szukać wydawnictwa, które zdecyduje się zaryzykować współpracę ze mną. W dzisiejszych czasach dość łatwo wydawać w druku. Jest masa firm, które oferują swoją pomoc. Ja jednak starałam się szukać kogoś, kto potraktuje mnie nie jako trybik w kombinacie przemysłowym. Nie chciałam być w wielkiej firmie tylko bezosobowym numerkiem. Dlatego szukałam wydawnictwa, w którym przede wszystkim ktoś przeczyta moje „dzieło”. Przyznam, że bywało ciężko… Biedna pani Agnieszka podczas korekty mojego tekstu nocami nie spała. Wiem jednak, że zawsze traktowana byłam tam po królewsku.

8. Jakie rady dałaby Pani osobom, które piszą lub zamierzają napisać i wydrukować książkę? Od czego trzeba zacząć?

Trudno mi doradzać innym. Sama wszak dopiero raczkuję. Jedna jaskółka nie czyni wiosny, prawda? Musi być pomysł na sposób, w jaki chcemy opowiedzieć swoją historię. Potem pozostaje tylko pisać, czytać, poprawiać, pisać… Kolejny etap to szukanie wsparcia. Nie polecam tutaj dużych wydawnictw, bo debiutantom bardzo trudno w dzisiejszych czasach zaistnieć. I jeszcze bardzo ważna uwaga: w dniu, w którym otrzymamy pierwszy egzemplarz swojej upragnionej książki walka o byt dopiero się zaczyna. Trzeba mieć sporo energii i wytrwałości, by walczyć o reklamę swojego pisania. Proszę mi wierzyć, nawet najlepsi twórcy nie mają szans na wybicie, jeśli sami nie zawalczą o czytelników.

9. Z jakim przyjęciem spotkała się Pani książka „Jeszcze nie zwariowałam{Chyba}”? Blogerki, piszące o literaturze, twierdzą, że udała się Pani rzecz wyśmienita.

Oczywiście pilnie śledzę wszelkie recenzje mojej książki. Faktycznie mam sporo pozytywnych komentarzy (za co bardzo dziękuję), choć spotkałam się również z jednym bardzo krytycznym. Na szczęście nie osłabiło to mojego zapału. Wszak nie oczekuję, że wszyscy będą mi tylko „słodzić”. Czułabym się chyba wtedy nieco skrępowana. Zdaję sobie sprawę z faktu, że ta pozycja raczej nie pretenduje do literackich nagród. Chciałam tym swoim pisaniem dotrzeć do czytelników, którzy czerpią radość z czytania. Organizuję spotkania autorskie w bibliotekach. Tam mam okazję porozmawiać bezpośrednio z czytelnikami. Nie zawsze jest słodko. Przeważnie jednak słyszę pochwały. A to dodaje mi skrzydeł i chce mi się pisać więcej i więcej… Proszę mi wierzyć, bardzo przyjemnie usłyszeć na przykład: „Od podstawówki nie przeczytałam żadnej książki. Twoją „łyknęłam” w dwa wieczory”.

10. Czy Agata Strzałka ma już kolejny pomysł na wydanie książki? Czy we współpracy z „Wydaj z nami”?

Piszę non stop. Opowiadam dalsze losy mojej bohaterki. Obiecałam to przecież swoim czytelnikom. I zapewniam: u Edyty sporo jeszcze będzie się działo. Myślę również o innych projektach. To jednak w przyszłości. Oczywiście będę prosiła o pomoc „Wydaj z nami”. Mam nadzieję, że wspomniana wcześniej pani Agnieszka pochyli się nad moimi nietuzinkowymi tekstami.

Comments are closed.